Edukacja zróżnicowana

Współczesny świat usiłuje eliminować różnice płci. Zakłada się, że zróżnicowanie jest wytworem kultury, a nie - natury. Dąży się do niwelowania różnic, a w konsekwencji - do równouprawnienia kobiet i mężczyzn. Tymczasem, chociaż kobiety i mężczyźni mogą być równi, to jednak są niezaprzeczalnie różni. Już same różnice biologiczne płci są kwestią nie do pominięcia. Oprócz tego istnieją różnice psychiczne i społeczne. Powyższy temat systematyzuje koncepcja trzech płaszczyzn płci. Potwierdza ona intuicyjne obserwacje, wyróżniając płaszczyznę: biologiczną (uwarunkowaną genetycznie), psychiczną (która kształtuje się od około 2-3 roku życia człowieka) oraz społeczną (rozumianą jako postrzeganie przez osoby z otoczenia).

Płeć dziecka można rozróżnić już podczas badania USG w okresie prenatalnym. Później można ją ostatecznie stwierdzić chwilę po narodzeniu. Z kolei świadomość płci budzi się już u dwuletniego dziecka. W związku z tym zaprzeczanie różnic między dziewczynkami a chłopcami nie ma większego sensu. Niewątpliwie społeczeństwo (w szczególności rodzina) może wpływać na postrzeganie własnej tożsamości płciowej (potwierdzając ją, bądź ignorując). Ten wpływ może być pozytywny lub negatywny (dezintegrujący i komplikujący samoświadomość dziecka). Eksperymentalna próba zmiany zewnętrznych oznak płci może owocować w przyszłym rozwoju. Skrajnym przykładem będzie dwuletni chłopiec, któremu zapuszczono długie kręcone loczki, podpinano spinki, dołączano torebkę i korale. Taki image, oprócz tego, że świadczy o niepoważnym podejściu do dziecka, może również zaciążyć na jego młodej psychice... Nie można wykluczyć, że ten mały człowiek otwarty na eksperymenty, w przyszłości będzie miał problemy z odnalezieniem własnej tożsamości, jako dojrzewający mężczyzna.

Dom jest pierwszym miejscem nauki o płci. Ogromny wpływ na tożsamość płciową mają wzorce, jakie dziecko czerpie z otoczenia najbliższych. Jest ono jak gąbka, od małego nasiąka tym, co je otacza. Szczególnie mocno oddziałuje najbliższe otoczenie, czyli dom i jego mieszkańcy oraz swoista kultura prezentowana wśród dorosłych. Zbiór norm i wartości, którymi kierują się dorośli, ich założenia co do rzeczywistości i sposób, w jaki komunikują to wszystko wobec siebie nawzajem, tworzą wewnętrzną atmosferę rodziny. Chodzi tu o sposób odnoszenia się do innych, w szczególności do najbliższych, słowa, jakich się używa, żeby wyrazić swoje emocje (wiemy doskonale, że również wtedy, kiedy "nie przebiera się w słowach" - dzieci uczą się "właściwych" zachowań i dosadnego słownictwa). Dla chłopców głównym punktem odniesienia jest ojciec, dla dziewczynek - matka. Sposób bycia matki: jej sposób zachowania, to jak odnosi się do męża i dzieci, dbanie o drobne szczegóły własnego wyglądu, elegancja (lub jej brak), zmysł smaku i estetyki, kobiecy spryt, kultura, dbanie o pobożność, tworzenie atmosfery ciepła i pasja prowadzenia domu - to wszystko na przestrzeni lat wspólnego życia w domu - kształtuje kobiecość córki (córek). Postawa ojca - jego rzeczywiste i praktyczne odniesienie do cech takich jak odpowiedzialność, odwaga, rycerskość, sposób podejmowania wyzwań, szacunek dla żony, schludność (przysłowiowe "czyszczenie butów"), jego dojrzałość emocjonalna oraz nastawienie na rozwój i pracę nad sobą - stanowi konstruktywny (lub destruktywny) wzorzec dla syna.

Chłopcy są inni niż dziewczynki. Istnieją obszary, w których niektóre małe dziewczynki nie ustępują chłopcom i takie, w których chłopcy wyraźnie dominują. Prawidłowo rozwijający się chłopiec już od małego wykazuje ciągłą gotowość do bycia w ruchu, chętnie rywalizuje w bieganiu, wspinaniu się (np. na stoły i parapety), wyraża siebie w głośnym krzyku, potrzebuje wiele zróżnicowanych bodźców. Dziewczynki łatwiej jest namówić na spokojne stanie i zachowanie ciszy. Indywidualne różnice między dziewczynkami w zakresie własnej płci mogą plasować niektóre z nich na równi z chłopcami. "Znam ośmiolatkę, która opowiadając o czymś, co ją bardzo emocjonuje, po prostu biega, zupełnie jak chłopiec. Zaniepokoiło mnie to. Jednak po krótkiej rozmowie z endokrynologiem uspokoiłam się. Okazało się bowiem, że dziewczynki również posiadają męski hormon - testosteron - który może być na poziomie wyższym lub niższym, stąd mogą wynikać indywidualne różnice między zachowaniem poszczególnych dziewczynek. Kiedy prześledziłam inne cechy, którymi odróżniają się dziewczęta od chłopców, okazało się, że Marta zdecydowanie potwierdza zachowania własnej płci. W szkole potrafi zachować "fason". Umie się dostosować do wymogów ciszy i spokojnego zachowania. Nie dąży do rywalizacji za wszelką cenę. W sytuacji stresu raczej się wycofuje ważąc swoje możliwości."

Trzeba zauważyć, że odmienność płci, jeżeli chodzi o zachowania społeczne, zaznacza się szczególnie na etapie edukacji szkolnej. Szkoła koedukacyjna jest miejscem, gdzie próbuje się wyegzekwować dokładnie to samo (wiedzę i dyscyplinę) i w ten sam sposób, odnośnie dziewczynek, jak i chłopców. Różnice płci utrudniają wtedy spójne działanie nauczyciela, np. energiczna pani, która krzyczy i rządzi jak "w wojsku", będzie idealna dla rozbrykanych z natury chłopców. Takie "rządy silnej ręki" mogą jednak stresować i w konsekwencji powodować wycofanie typowych wrażliwych dziewczynek. Zauważona wyżej "krzykliwość" chłopców wynika z innego odbioru bodźców słuchowych, niż ma to miejsce u dziewczynek. W związku z tym, że chłopcy "słabiej" słyszą, można (a nawet trzeba) stosować do nich krótkie, głośne polecenia (wyraźne, stanowcze komunikaty). Słuch dziewczynek jest bardziej wyczulony i wrażliwy. Potrzebują, żeby odzywać się do nich "ciepło" i łagodnie. Krótkie i ostre komunikaty niekoniecznie będą przez nie odebrane pozytywnie. Przez co mogą być dla nich bardziej stresujące, niż skuteczne.

Odbiór bodźców wzrokowych również różni się ze względu na płeć. Dziewczynki intensywniej odbierają kolory, chłopcy intensywniej odbierają ruch. Powszechnie znane jest przekonanie o szybszym rozwoju mowy u dziewczynek, na niekorzyść chłopców. Na pierwszym etapie rozwoju mowy (czyli od roku do czterech lat) najważniejszy wpływ na dziecko mają rodzice (ewentualnie inni indywidualni wychowawcy). Ten pierwszy trening jest o tyle decydujący, że charakteryzuje się szczególnymi predyspozycjami do rozwoju mowy i nie powtórzy się już więcej z taką intensywnością i możliwościami. Dalszy rozwój mowy, podczas edukacji przedszkolnej i szkolnej stawia dziewczynki w korzystniejszej sytuacji w zestawieniu z chłopcami z podobnego środowiska. Są one bezkonkurencyjne w nauce języków. Chłopcy są za to dużo lepsi w skojarzeniach i wyobraźni przestrzennej (używają dwóch półkul, podczas gdy dziewczynki - jednej). W związku z tym górują w przedmiotach ścisłych.

Inny jest przebieg rozumowania. Dziewczyny reprezentują myślenie indukcyjne, polegające na sumowaniu elementów. Wychodzą od konkretnych przypadków ku teorii. Chłopcy rozumują dedukcyjnie (szybciej). Świat abstrakcji jest dla nich lepiej rozpoznawalny, w związku z tym abstrakcja jest dla nich punktem wyjścia.

Płeć piękna inaczej reaguje na pochwałę. Ma ona znaczenie zobowiązujące do dalszych działań. Dla niej jest to silny bodziec motywacyjny: "muszę być lepsza". Chłopcy niejako "spoczywają na laurach". Pochwała znaczy dla nich tyle co: "niezły jestem".

Nietrudno zauważyć, że inny jest też przebieg emocji, a co za tym idzie, inna reakcja na stres. Dziewczynki postawione w trudnej sytuacji, mają do pokonania swego rodzaju blokadę. Odczuwają zawroty głowy, mdłości. Często prezentują postawę chroniącą: cichną, wycofują się. Chłopcy - przeciwnie - z natury są gotowi do działania: w stresie lepiej myślą, mogą odbierać sytuację jako wyzwanie. W związku z tym odczuwają ekscytację, nerwowość, gotowość (do "działania" lub "ucieczki" - obie postawy aktywne). Inne jest też tempo rozwoju emocjonalnego. Z wiekiem zmienia się sposób reagowania na różne stany emocjonalne. Małe dziecko reaguje płaczem. Przedszkolak wyraża siebie np. przez zabawę lub rysowanie. Stopniowo człowiek uświadamia sobie to, co czuje i uczy się panować nad emocjami. Zauważa też związki przyczynowo - skutkowe. 17-letnia dziewczyna potrafi wyrazić przyczyny np. smutku, chłopiec w tym wieku - nie koniecznie.

Ze względu na faktyczne różnice pomiędzy dziewczętami a chłopcami, coraz częściej postuluje się edukację zróżnicowaną ze względu na płeć (tzn. osobne szkoły lub klasy dla dziewcząt i chłopców, albo podział na płeć przynajmniej na niektórych zajęciach), jako sposób rozwiązania licznych problemów rozwojowych i wychowawczych. W dobrze przygotowanych szkołach zróżnicowanych, gdzie wychowawcy są starannie dobierani (również pod względem płci), edukowani i formowani, samoocena dzieci bardziej rośnie. Nie ma choćby wycofywania się z dziedzin, w których dominuje płeć przeciwna. Tam, gdzie szanse są wyrównane ze względu na podobieństwo płci, a każde dziecko - prowadzone indywidualnie - osiąga się lepsze efekty naukowe. Ważnym elementem wychowawczym jest jeden front z rodzicami, dlatego tak ważna jest współpraca wychowawcy z nimi. Kontakt ten umożliwia nauczycielowi poznanie środowiska rodzinnego ucznia i dostrzeżenie przyczyn różnic między poszczególnymi uczniami. Inaczej będzie się zachowywać np. dziewczynka z rodziny wielodzietnej, która ma braci i siostrę (gdzie naturalna jest koegzystencja płci). Inaczej pracuje się z jedynaczką lub dziewczynką, która ma tylko siostry. Duże znaczenie w zachowaniu dzieci mają wzorce i wartości, którymi kierują się w domu, dlatego tak ważne jest wzajemne poznanie się rodziców i opiekuna szkolnego. Przy zachowaniu odpowiednich warunków i jasno określonych celów wychowawczych, można osiągnąć dużo lepsze efekty w szkole zróżnicowanej niż w koedukacyjnej i uniknąć wielu trudnych problemów.

Nie ukrywajmy. Powszechnie wydaje się, że osobne szkoły lub klasy dla dziewcząt i chłopców są skazane na porażkę. Potwierdzają to źle przygotowane eksperymenty, tworzenia żeńskich klas w niektórych liceach kilkadziesiąt lat temu. Dowodzą one faktu, że już wtedy dostrzeżono problem, tylko nie pogłębiono go i nie znaleziono odpowiednich rozwiązań. Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do wspólnej nauki dziewcząt i chłopców w szkole, że wydaje się, że nie może być inaczej, mimo, że jest (!) Paradoksalnie w dyskusji o edukacji zróżnicowanej, nie zauważamy licznych przykładów szkół średnich i zawodowych, w których uczą się sami chłopcy, ze względu na specyfikę zawodu (np. szkoły mechaniczne, elektryczne, elektroniczne) lub przeważają dziewczęta (np. szkoły pielęgniarskie). Wiele o współczesnym sposobie postrzegania płci mówi stwierdzenie "miałbym chodzić do klasy samców?!". Jak widać pięćdziesiąt lat koedukacji owocuje sprowadzeniem mężczyzny do roli samca, tak jakby nie miał on innych cech ludzkich: intelektualnych, psychicznych, wolitywnych (związanych z panowaniem umysłu nad ciałem) czy duchowych.

W społeczeństwach koegzystencja obu płci obecna była od zawsze i jest czymś naturalnym. Jednak inaczej sprawa ma się z tematem edukacji. Kiedy wykształcenie było czymś unikalnym, zarezerwowanym dla arystokracji, nauczanie odbywało się indywidualnie. Nie istniał problem zróżnicowania. Wraz z postępem cywilizacyjnym nastąpiło upowszechnienie nauki, co pociągnęło konieczność stworzenia szkół. W szkołach prowadzonych przez zakony, kształcono osobno chłopców i dziewczynki. Koedukacja powstała jako sposób rozwiązania problemu analfabetyzmu w wioskach i małych miejscowościach. W Polsce upowszechniła się po II Wojnie Światowej. Rozwiązanie to okazało się skuteczne ze względu na swój podstawowy cel - likwidację analfabetyzmu. Miało sens szczególnie w wioskach i małych miasteczkach, gdzie było za mało dzieci, żeby organizować kilka klas i zatrudniać dodatkowych nauczycieli. Nikt wtedy nie zastanawiał się nad tym, jakie to przyniesie efekty uboczne. W Europie i Stanach Zjednoczonych koedukacja rozpowszechniona została w latach 60-tych, bardziej z powodów politycznych i ideologicznych niż w wyniku głębokiej analizy korzyści i strat wynikających z systemu wspólnej nauki obu płci. Dzisiaj, po latach stosowania tej metody pedagogicznej, coraz częściej dostrzega się wady ciągłego przebywania dziewcząt i chłopców razem, bez możliwości dystansu i docenienia walorów własnej płci. Okazuje się, że chociaż chłopcy lepiej rozumieją dziewczynki, to jednak zdecydowanie mniej je szanują, przebywając z nimi dzień w dzień: w domu (co jest jak najbardziej naturalne), na podwórku (gdzie nie mają obowiązku zabawy "z babami" i najczęściej wybierają własne towarzystwo) oraz w szkole (gdzie mają obowiązek integrować się podczas wspólnych zajęć w klasie). Z resztą, doświadczenia minionych lat potwierdzają, jak najbardziej naturalne, tworzenie grup nieformalnych zróżnicowanych płciowo wśród dzieci ze szkół podstawowych. U dzieci w wieku 9 - 12 lat obserwuje się naturalne i spontaniczne zjawisko izofilii - polegające na braku zainteresowania przeciwną płcią.

Integrowanie dziewcząt i chłopców w szkole jest sztuczne i wynika z argumentów od dawna przyjętej praktyczności. Współcześni "dżentelmeni" od małego muszą cierpieć w szkole z powodu dziewczynek. Choćby dlatego, że temperatura w klasie wynosi 23 stopnie Celsjusza, żeby dziewczynki nie marzły. Mało kto wie, że chłopcom sprzyja niższa temperatura, żeby dobrze funkcjonowali, a nie - zasypiali (w końcu też mają się uczyć). Skoro czasem "zasypiają" ze znużenia i demotywacji ("...bo i tak dziewczyny są lepsze z polskiego"), to wolą siedzieć w ostatnich ławkach, a tam często nawet nie dosłyszą tego, co mówi pani nauczycielka (z jakiegoś powodu panowie - nauczyciele są rzadkimi okazami, choćby z tego względu cieszą się wielkim uznaniem wśród chłopców i dziewczynek). Tworząc osobne klasy lub szkoły, można by uniknąć wyżej wymienionych problemów technicznych i wielu innych, choćby emocjonalnych. W szkołach zróżnicowanych nie ma wycofywania się z dziedzin, w których dominuje płeć przeciwna, np. chłopcy mają równe szanse w nauce języków, a dziewczynki mogą być najlepsze z matematyki (co się rzadko zdarza w szkołach koedukacyjnych). Dzięki sukcesom wzrasta motywacja do dalszej pracy, przez co skuteczniej podnosi się poziom nauczania. Unika się również problemu rozproszenia podczas zajęć, związanego z koncentracją na walorach płci przeciwnej. Przyjaźń między dziewczętami wydaje się być bardziej spontaniczna w środowisku, gdzie nie ma "walki o chłopca", która często fałszuje relacje i stwarza atmosferę ukrytej rywalizacji. W szkołach koedukacyjnych priorytetem staje się wygląd zewnętrzny, zarówno w przypadku dziewcząt jak i chłopców. Często odbywa się to kosztem docenienia przymiotów intelektualnych. W okresie dorastania coraz silniejsza staje się presja środowiska, co do zachowań względem przeciwnej płci. Jest to niewątpliwie "temat - rzeka". Można by ciągnąć listę argumentów przeciwko koedukacji. Nie ulega wątpliwości, że istnieje wielu rodziców którym zależy na wychowaniu swoich dzieci do wolności, szacunku dla płci i bez presji. W obecnej sytuacji również wielu pedagogów ma "związane ręce". Chcieliby oni mieć większy wpływ na atmosferę, w jakiej wychowują się i "zdobywają wiedzę" przyszłe pokolenia.

Obecnie możliwość wyboru między szkołami zróżnicowanymi a koedukacyjnymi jest bardzo ograniczona. Zarówno szkoły publiczne jak i prywatne są w większości koedukacyjne. Pozostaje mieć nadzieję, że to się zmieni. Niewątpliwie edukacja zróżnicowana stanowi wyzwanie godne uwagi dla rodziców i pedagogów. W Polsce istnieją pojedyncze szkoły dla chłopców i dziewcząt (współpracujące ze stowarzyszeniem STERNIK). Na Świecie następuje powolny powrót do szkół żeńskich i męskich. "Nawet niektóre linie myśli feministycznej, które od lat sześćdziesiątych postulowały koedukację jako środek zapewniający osiągnięcie równości płci, dziś postulują tworzenie (głównie w Niemczech i Stanach Zjednoczonych) oddzielnych szkół zarówno dla chłopców jak i dla dziewcząt, by stały się gwarantem równości szans i emancypacji kobiet"*. "Wśród państw, które zaczynają poddawać w wątpliwość "fałszywy dogmat koedukacji" znajdują się: Francja, Wielka Brytania, Australia, Stany Zjednoczone, Szwecja, Niemcy i Austria"*.

Na podstawie:

Wykładu A. Wyszomierskiej pt. "Wychowanie chłopców i dziewczynek w rodzinie" wygłoszonego podczas SLAF Białogóra 2010.

*Publikacja pt. "O zróżnicowaniu edukacji ze względu na płeć" Warszawa, listopad 2004. dostępne na www.sternik.edu.pl

Aby więcej dowiedzieć się o specyfice rozwoju chłopca, polecamy książkę z serii "Budować rodzinę", pt. "Twój syn w wieku 6-7 lat" Blanki Jordan de Urries
oraz artykuły o edukacji zróżnicowanej, m. in. "Upadek Tomka Sawyera" Karoliny Święcickiej, zamieszczony w dodatku Kobieta do wydania Newsweeka z 30.04.2009.

Autor: Renata

Strona główna